W niedzielę na stadionie Śląskim w Chorzowie odbył się mecz Ruchu
Chorzów i Górnika Zabrze. Przed rozpoczęciem najbardziej oczekiwanego
spotkania rundy zaplanowano koncert Doroty Rabczewskiej.
Niecierpliwie oczekujący na pierwszy gwizdek kibice nie byli
zachwyceni, że organizatorzy zmuszają ich do wysłuchania piosenek Dody Elektrody.
Spóźniona jak zawsze Doda wyjechała na murawę swoim "kondomowozem", po
czym pośród gwizdów zebranych rozpoczęła występ. Zagorzałych fanów
piłki nożnej zdziwił fakt, że Doda wykonywała piosenki Madonny, na
dodatek wyjątkowo je kalecząc. Podczas gdy Dorota śpiewała, kibice zagłuszali ją skandując stadionowe przyśpiewki.
Co ciekawe - kibice wrogich klubów zjednoczyli się przeciwko niechcianemu gościowi i skandowali na zmianę:
Górnik Zabrze: Doda, Doda
Ruch Chorzów: Zrób mi loda
40 tysięcy kibiców!
Dorota nie wytrzymała takiego ataku i poniżenia. Rozpłakała się na oczach widzów i przerwała występ.
Jestem gwiazdą i nie dam się poniżać - powiedziała przez łzy, przerwała koncert i zeszła ze sceny.
To musiała największa trauma w jej karierze. Czy naprawdę jesteśmy świadkami "końca Dody"?
Źródło: pudelek.pl